środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 4

Kristoff wracaj cz.2

Nastał nowy dzień. Wszyscy jak codzień ruszają do pracy, kupcy, ludzie pracujący w porcie, i wielu wielu innych i w tym ten najważniejszy pracownik a raczej pracowniczka - Elsa.
- Niesiesz tace ze śniadaniem dla Anny? - zapytała Elsa pokojówke która zbliżała się do jej komnaty
- Tak Pani. - kiwneła głową. - Mam coś donieść?
- Nie. Po prostu mi... Proszę daj mi to. Chce jej osobiście zanieść.
- Em...Dobrze. Proszę - podała jej tace na której były dwa tosty, cappuccino i oczywiście sałatka.
- Dziękuję. Idź zrób coś innego. - odwróciła się i poszła do środka komnaty Anny.

Postawiła cicho tacę na kredensie, zamykając drzwi za sobą, wzięła ponownie tacę w dłonie podeszła do łóżka w którym spokojnie spała Anna. Postawiła tacę na szafce nocnej i zaczęła powoli wybudzać swoją siostrę ze snu.
- Anna... Wstawaj - mówiła powoli szepcząc przy okazji szturchając ją za ramię
- Jeszcze minutka... - powiedziała sennym głosem
- Hahaha - zahihotała zakrywając dłonią usta - Pora wstawać.
- No już - podniosła leniwie przecierając oczy. Zobaczyła Elsę siedzącą na boku łóżka, poczuła smakowity zapach tostów, cappuccino, przy okazji zobaczyła zieloną sałatkę z jej ulubioną rzodkiewką, pomidorem, marchewką i ogórkiem ( dziwne połączenie wiem)  - Mmm... Śniadanie. Pycha! Akurat to co lubię.
- No dobrze. Ty tu sobie spokojnie zjedz i się ogarnij - pokazała palcami cudzysłów. - I przyjdź później do mnie. Z tobą i Luisem mam kilka spraw do omówienia. - wstała z łóżka i zmierzała w kierunku drzwi
- Yyy... Elsa... Kristoff... Czy on...
- Niestety nie. Ale nie trać nadzieji. Ona umiera ostatnia.
- No to do zobaczenia.. - spuściła głowę zajadając się tostem.

***

- Tak więc. - powiedziała Elsa składając palce do siebie - Od razu przejdę do rzeczy.
- Chodzi o Kristoffa?  - zapytał Luis zakładając ręce na klatkę piersiową
- Tak. Chodzi o niego. Postanowiłam, że sama pojadę go odnaleźć.
- CO?! - krzykneli razem Luis z Anną
- Oszalałaś? - zapytała zaskoczona Anna. - Przecież od tego są pościgi gończe.
- Po pierwsze wiem, że są takie pościgi a po drugie nie nie oszalałam. Nie chcę byś dłużej cierpiała.
- No dobra. Nie chcesz by Anna cierpiała ale żeby od razu samemu wyruszać?- podniósł brew do góry i lekko podniósł głos
- No... Tak sama wyruszam. I wezwałam was dlatego, że chce byście za mnie przejęli władzę w kraju.
- Władzę? Tutaj? - zapytała podnosząc głos ale aż tak by krzyczeć.
- Dwa razy tak. - uśmiechnęła się lekko.
- Kiedy zamierzasz wyruszyć? - zapytał Luis
- Nawet dziś. Koło 15:00
- Aha... - powiedział chłopak drapiąc się po głowie.
- Elso... Musisz? Przecież wiesz, że ja... - zaczęła zaniepokojona Anna
- Tak muszę. I wiem, że sprawowanie władzy w całym państwie to ogromne wyzwanie. Anno jesteś księżniczką i dla ciebie to żaden problem. Prawda?
- No tak ale... Te dokumenty, spotkania, narady, i różne inne rzeczy... Na samą myśl o tym mówię sobie, że nie dam rady.
- Nawet nie spróbowałaś a już mówisz, że nie dasz rady. Chociaż spróbuj Luis będzie z tobą. Prawda Luis? - skierowała głowę i prawą dłoń w jego kierunku
- Będę z Anną kiedy ty wyjedziesz.
- Widzisz Aniu? . A! I jeszcze jedno.
- Widzę. Jeszcze coś? Co niby?
- Chcę jeszcze odwiedzić swój lodowy pałac. Zrobię sobie wakacje.
- Wakacje?! Ty? Królowa? Na ile? - pytał cały czas chłopak
- Tak wakacje. Tak ja. I tak ja królowa. I na mniej więcej 2 tygodnie.
- Dwa?
- Tak dwa. Kończymy tą rozmowę muszę się iść przygotować na podróż.
- Udanej życzę - powiedział Luis z lekkim niewidocznym dla nikogo uśmiechem.
- Dziękuję. Anno. Wszystko będzie dobrze. Uwierz mi. - wzięła swoją siostrę w ramiona i ją przytuliła.
- Wiem. Ale ja się boję, że nie dam rady. - ledwo co powstrzymywała łzy - Dasz radę. A teraz chcę zobaczyć tą odważną  nie bojącą sie wyzwań Annę - moją ukochaną siostrę. Raz... Dwa... I trzy. - gdy odliczała kolejno odchylała trzy palce
- Już... - wzięła głęboki oddech, stanęła na palcach, i nabrała w sobie tyle odwagi, że Arendell było i jest w dobrych rękach.

***
- Do zobaczenia!!!!  Wracaj szybko!!! - krzyczała Anna machając na odjeżdżajace sanie ciągnące przez ulubionego konia Elsy - Murate. Widziała też powoli znikające kształty sylwetki Elsy,sań i Muraty.
- Chyba się o nią nie boisz co? - zapytał Luis kończąc machać ręką na pożegnanie
- Nie boje się. - nadal patrzyła daleko przed siebie. - Tylko...
- Tylko nic - rzekł lekko podderwowany Luis - Chodźmy już. Obowiązki czekają. - odwrócił się i poszedł do bramy prowadzącej na plac główny przed pałacem.
- Masz rację. Obowiązki czekają. Chodźmy.

***

Elsa była już w połowie drogi. Jej koń był pełen siły i energii.
- Mam nadzieję, że dotrę przed zmierzchem. Chyba zrywa się zamieć ale to nie moja robota. Na 100 %.
Na szczęście zamieć szybko przeminęła , królowa schowała się w starej opuszczonej stajence. Wciąż jednak nie wiedziała gdzie jest Kristoff i Sven. Obiecała jej, że ich znajdzie. Wstała otrzepując sukienkę z siana, i kurzu który na nim był. Wzięła konia za lejce i wyszła ze stajenki.
- Szybko przeszła. Dziwne, zazwyczaj trwają bardzo długo np.5-6 godzin a nie zaledwie 2 godziny. Zresztą nie się co zastanawiać jedziemy dalej. Murata - spojrzała na swojego konia wsiadając na niego - Wio!
I ruszyli. Wydawało się, że las taki mały Kristoff od razu się znajdzie, wróci do pałacu i Anny, do swojej kochanej pracy do której chodził każdego ranka, do Elsy i do tego wszystkiego co zostawił od tak. Obstawianie Elsy, że razem z koniem dotrą do losowego pałacu przed zmierzchem sprawdziło się.
Białowłosa wyczarowała swojemu zwierzęcemu przyjacielowi lodowy boks do którego przyniosła ogromną górę siana by było mu ciepło w nocy i dzień. Kilka marchwi i lodowe poidło w którym za około po 5 sekundach pojawiła się woda.
- Dobrze. Ja idę odpocząć. Ogarnę trochę tutaj. Resztę marchwi zaniose do pałacu. Już od razu powiem. Dobranoc Murato - spojrzała na niego, pogłaskała i poszła w stronę ogromnych drzwi.
- Nic się nie zmieniło. - westchnęła Elsa z uśmiechem - Jak dobrze.

Dzięki temu, że jej "drugi"  pałac był a raczej jest umieszczony w górach Losowego Wierchu gwarantowało jej spokój, wyciszenie, ulgę. Czuła, że naprawdę może odpocząć od tych wszystkich "królewskich"  obowiązków. Wolność - to słowo opisywało wszytko co czuła kiedy wchodziła do pałacu.

- Mam tę moc, mam tę moc - zaczęła podśpiewywać z radością. Biegała po wielkim parkiecie z ogromną śnieżynką która była wręcz wyryta. Tworzyła dywan połączony z podłogą. Były też drzwi na balkon. Balkon był niewielki. Na drzwiach też była śnieżynka.
- No dobra. Idę się położyć. - wyszła z sali i poszła do komnaty z lodowym łóżkiem. Pościeliła je i ułożyła się do snu.

***
- Na reszcie koniec - westchnęła ciężko Anna opadając na miękki jak puch fotel. Ręce wisiały na obu ramionach fotela. - Chyba się nie podniose. Mam nadzieję, że Elsa znalazła Kristoffa.
- Znajdzie. Zobaczysz - powiedział Luis siadając na drugim fotelu. - Która jest godzina? Nie mam zegarka.
- Yyy....Gdzieś koło 20:00.
- Szybko minął ten dzień. Nawet się nie zorientowałeś.
- Masz rację Luis. Szybko minął. No cóż pora spać. - wstała z fotela, podeszła do drzwi i wyszła. Zdarzyła jeszcze powiedzieć kuzynowi dobranoc a on jej odwazjemnił.

***
Kristoff przez kilka godzin spacerował wrócił do jaskini, zobaczył jak jego przyjaciel renifer smacznie śpi. Sam położył się na sianie i usnął.

Ranek zaczął się dość nietypowo...