środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 4

Kristoff wracaj cz.2

Nastał nowy dzień. Wszyscy jak codzień ruszają do pracy, kupcy, ludzie pracujący w porcie, i wielu wielu innych i w tym ten najważniejszy pracownik a raczej pracowniczka - Elsa.
- Niesiesz tace ze śniadaniem dla Anny? - zapytała Elsa pokojówke która zbliżała się do jej komnaty
- Tak Pani. - kiwneła głową. - Mam coś donieść?
- Nie. Po prostu mi... Proszę daj mi to. Chce jej osobiście zanieść.
- Em...Dobrze. Proszę - podała jej tace na której były dwa tosty, cappuccino i oczywiście sałatka.
- Dziękuję. Idź zrób coś innego. - odwróciła się i poszła do środka komnaty Anny.

Postawiła cicho tacę na kredensie, zamykając drzwi za sobą, wzięła ponownie tacę w dłonie podeszła do łóżka w którym spokojnie spała Anna. Postawiła tacę na szafce nocnej i zaczęła powoli wybudzać swoją siostrę ze snu.
- Anna... Wstawaj - mówiła powoli szepcząc przy okazji szturchając ją za ramię
- Jeszcze minutka... - powiedziała sennym głosem
- Hahaha - zahihotała zakrywając dłonią usta - Pora wstawać.
- No już - podniosła leniwie przecierając oczy. Zobaczyła Elsę siedzącą na boku łóżka, poczuła smakowity zapach tostów, cappuccino, przy okazji zobaczyła zieloną sałatkę z jej ulubioną rzodkiewką, pomidorem, marchewką i ogórkiem ( dziwne połączenie wiem)  - Mmm... Śniadanie. Pycha! Akurat to co lubię.
- No dobrze. Ty tu sobie spokojnie zjedz i się ogarnij - pokazała palcami cudzysłów. - I przyjdź później do mnie. Z tobą i Luisem mam kilka spraw do omówienia. - wstała z łóżka i zmierzała w kierunku drzwi
- Yyy... Elsa... Kristoff... Czy on...
- Niestety nie. Ale nie trać nadzieji. Ona umiera ostatnia.
- No to do zobaczenia.. - spuściła głowę zajadając się tostem.

***

- Tak więc. - powiedziała Elsa składając palce do siebie - Od razu przejdę do rzeczy.
- Chodzi o Kristoffa?  - zapytał Luis zakładając ręce na klatkę piersiową
- Tak. Chodzi o niego. Postanowiłam, że sama pojadę go odnaleźć.
- CO?! - krzykneli razem Luis z Anną
- Oszalałaś? - zapytała zaskoczona Anna. - Przecież od tego są pościgi gończe.
- Po pierwsze wiem, że są takie pościgi a po drugie nie nie oszalałam. Nie chcę byś dłużej cierpiała.
- No dobra. Nie chcesz by Anna cierpiała ale żeby od razu samemu wyruszać?- podniósł brew do góry i lekko podniósł głos
- No... Tak sama wyruszam. I wezwałam was dlatego, że chce byście za mnie przejęli władzę w kraju.
- Władzę? Tutaj? - zapytała podnosząc głos ale aż tak by krzyczeć.
- Dwa razy tak. - uśmiechnęła się lekko.
- Kiedy zamierzasz wyruszyć? - zapytał Luis
- Nawet dziś. Koło 15:00
- Aha... - powiedział chłopak drapiąc się po głowie.
- Elso... Musisz? Przecież wiesz, że ja... - zaczęła zaniepokojona Anna
- Tak muszę. I wiem, że sprawowanie władzy w całym państwie to ogromne wyzwanie. Anno jesteś księżniczką i dla ciebie to żaden problem. Prawda?
- No tak ale... Te dokumenty, spotkania, narady, i różne inne rzeczy... Na samą myśl o tym mówię sobie, że nie dam rady.
- Nawet nie spróbowałaś a już mówisz, że nie dasz rady. Chociaż spróbuj Luis będzie z tobą. Prawda Luis? - skierowała głowę i prawą dłoń w jego kierunku
- Będę z Anną kiedy ty wyjedziesz.
- Widzisz Aniu? . A! I jeszcze jedno.
- Widzę. Jeszcze coś? Co niby?
- Chcę jeszcze odwiedzić swój lodowy pałac. Zrobię sobie wakacje.
- Wakacje?! Ty? Królowa? Na ile? - pytał cały czas chłopak
- Tak wakacje. Tak ja. I tak ja królowa. I na mniej więcej 2 tygodnie.
- Dwa?
- Tak dwa. Kończymy tą rozmowę muszę się iść przygotować na podróż.
- Udanej życzę - powiedział Luis z lekkim niewidocznym dla nikogo uśmiechem.
- Dziękuję. Anno. Wszystko będzie dobrze. Uwierz mi. - wzięła swoją siostrę w ramiona i ją przytuliła.
- Wiem. Ale ja się boję, że nie dam rady. - ledwo co powstrzymywała łzy - Dasz radę. A teraz chcę zobaczyć tą odważną  nie bojącą sie wyzwań Annę - moją ukochaną siostrę. Raz... Dwa... I trzy. - gdy odliczała kolejno odchylała trzy palce
- Już... - wzięła głęboki oddech, stanęła na palcach, i nabrała w sobie tyle odwagi, że Arendell było i jest w dobrych rękach.

***
- Do zobaczenia!!!!  Wracaj szybko!!! - krzyczała Anna machając na odjeżdżajace sanie ciągnące przez ulubionego konia Elsy - Murate. Widziała też powoli znikające kształty sylwetki Elsy,sań i Muraty.
- Chyba się o nią nie boisz co? - zapytał Luis kończąc machać ręką na pożegnanie
- Nie boje się. - nadal patrzyła daleko przed siebie. - Tylko...
- Tylko nic - rzekł lekko podderwowany Luis - Chodźmy już. Obowiązki czekają. - odwrócił się i poszedł do bramy prowadzącej na plac główny przed pałacem.
- Masz rację. Obowiązki czekają. Chodźmy.

***

Elsa była już w połowie drogi. Jej koń był pełen siły i energii.
- Mam nadzieję, że dotrę przed zmierzchem. Chyba zrywa się zamieć ale to nie moja robota. Na 100 %.
Na szczęście zamieć szybko przeminęła , królowa schowała się w starej opuszczonej stajence. Wciąż jednak nie wiedziała gdzie jest Kristoff i Sven. Obiecała jej, że ich znajdzie. Wstała otrzepując sukienkę z siana, i kurzu który na nim był. Wzięła konia za lejce i wyszła ze stajenki.
- Szybko przeszła. Dziwne, zazwyczaj trwają bardzo długo np.5-6 godzin a nie zaledwie 2 godziny. Zresztą nie się co zastanawiać jedziemy dalej. Murata - spojrzała na swojego konia wsiadając na niego - Wio!
I ruszyli. Wydawało się, że las taki mały Kristoff od razu się znajdzie, wróci do pałacu i Anny, do swojej kochanej pracy do której chodził każdego ranka, do Elsy i do tego wszystkiego co zostawił od tak. Obstawianie Elsy, że razem z koniem dotrą do losowego pałacu przed zmierzchem sprawdziło się.
Białowłosa wyczarowała swojemu zwierzęcemu przyjacielowi lodowy boks do którego przyniosła ogromną górę siana by było mu ciepło w nocy i dzień. Kilka marchwi i lodowe poidło w którym za około po 5 sekundach pojawiła się woda.
- Dobrze. Ja idę odpocząć. Ogarnę trochę tutaj. Resztę marchwi zaniose do pałacu. Już od razu powiem. Dobranoc Murato - spojrzała na niego, pogłaskała i poszła w stronę ogromnych drzwi.
- Nic się nie zmieniło. - westchnęła Elsa z uśmiechem - Jak dobrze.

Dzięki temu, że jej "drugi"  pałac był a raczej jest umieszczony w górach Losowego Wierchu gwarantowało jej spokój, wyciszenie, ulgę. Czuła, że naprawdę może odpocząć od tych wszystkich "królewskich"  obowiązków. Wolność - to słowo opisywało wszytko co czuła kiedy wchodziła do pałacu.

- Mam tę moc, mam tę moc - zaczęła podśpiewywać z radością. Biegała po wielkim parkiecie z ogromną śnieżynką która była wręcz wyryta. Tworzyła dywan połączony z podłogą. Były też drzwi na balkon. Balkon był niewielki. Na drzwiach też była śnieżynka.
- No dobra. Idę się położyć. - wyszła z sali i poszła do komnaty z lodowym łóżkiem. Pościeliła je i ułożyła się do snu.

***
- Na reszcie koniec - westchnęła ciężko Anna opadając na miękki jak puch fotel. Ręce wisiały na obu ramionach fotela. - Chyba się nie podniose. Mam nadzieję, że Elsa znalazła Kristoffa.
- Znajdzie. Zobaczysz - powiedział Luis siadając na drugim fotelu. - Która jest godzina? Nie mam zegarka.
- Yyy....Gdzieś koło 20:00.
- Szybko minął ten dzień. Nawet się nie zorientowałeś.
- Masz rację Luis. Szybko minął. No cóż pora spać. - wstała z fotela, podeszła do drzwi i wyszła. Zdarzyła jeszcze powiedzieć kuzynowi dobranoc a on jej odwazjemnił.

***
Kristoff przez kilka godzin spacerował wrócił do jaskini, zobaczył jak jego przyjaciel renifer smacznie śpi. Sam położył się na sianie i usnął.

Ranek zaczął się dość nietypowo...

wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 3

Kristoff wracaj cz.1
- CO JEST?!  - jak porażony prądem poderwał się z poduszki Luis. On lubił spać bez koszuli. Mówił, że ona jest dla niego niewygodna
- A więc tak wyglądają twoje codzienne pobudki tak? - powiedziała z drwiącym uśmiechem o dziwo Anna
- Anna?! - spojrzał z niedowierzaniem. - Ty? Tutaj? Tak wcześnie?
- Odpowiem krótko. 3 razy tak.
- Która jest godzina?
- Aaa... 8:50. - uśmiech nie schodził jej z twarzy
- Chyba osza...
- Nie Luis nie oszalałam. Mam do ciebie prośbę.
- Jaką? I proszę szybko bo chce pójść na śniadanie. Nic nie jadłem.
- Spokojnie. Musisz tylko....
Do pokoju Luisa wpadła Elsa. Zobaczyła jak jej siostra "proponuje"  coś kuzynowi.
- Co tu się dzieje? - na jej buzi wymalował się obraz zdziwienia i dezorientacji.
- Yyy....Nic. Naprawdę. Później to załatwimy. - Elsa i Luis byli zaskoczeni jej zachowaniem. Wyszła zamykając drzwi lecz na wszelki wypadek stając za nimi by słyszeć o czym oni będą rozmawiać
***
U Kristoffa.
- Wiesz co Sven? Czuję, że będę mógł trochę odpocząć od tego wszystkiego. Od zamku, tego całego harmidru, Elsy, Olafem i i Anną. - na głos jej imienia twarz mu trochę zrzędła ale po 5 sekundach wrócił do siebie.
Chciał zaczerpnąć świeżego powietrza wyszedł z jaskini która była pusta poza nimi nie było w niej nikogo. Była urządzona skromnie, siano na podłożu porąbane kawałki drewna były ułożone jako " tapeta ". Na środku płoneło ognisko słabo ale zapas drewna starczał im na naprawdę długo.

*** 
Tymczasem Anna siedziała w swoim pokoju cały czas myśląc o Kristoffie. Nagle do drzwi jej pokoju zapukał strażnik. 
- Księżniczko Anno! 
- Tak? - wyrwało ją to z zamyślenia 
- Królowa Elsa Cię wzywa do swojego gabinetu. - oznajmił 
- Mnie? - przełożyła dłoń do brody.  - Już idę. 
Kiedy weszła zobaczyła swoją siostrę siedzącą za biurkiem z Luisem  który siedział przed nią. 
- Mogę Cię spytać co proponowałaś Luisowi dziś rano? Proszę mów prawdę i nie mydl mi oczu bo to będzie żałosne z twojej strony.
- Ja?! Ja nic mu nie...
- Anno. Luis mi trochę powiedział.
- Ile? - powiedziała zakłopotana
- O tym, że... A zresztą sama mi opowiedz. Teraz. - głos jej zdawał się być bardzo surowy, nigdy nie słyszała jej tak taktownej w stosunku do niej.
- No ja... Powiedziałam mu, żeby wziął sanie i pojechał go szukać, ja bym Ci powiedziała, że Luis musiał gdzieś pojechać a ty miałaś w to uwierzyć...
- CO?!  I to wszystko za moimi plecami?!
Przecież mogłaś mi powiedzieć, wysłałabym oddziały strażników by poszukali Kristoffa! Dobrze... - westchnęła ciężko. - Rozmawiajmy dalej.
Elso... To moja wina. - powiedział ze spuszczoną głową. Ja... Ja
- Ty Luis nic nie musisz. Wystarczy mi karygodne zachowanie Anny.
Rozmowa w gabinecie Elsy przebiegła dosyć nerwowo. Luis miał nie ulegać żadnym namowom Anny a sama Anna miała nic nie ukrywać przed swoją siostrą.
- Czuje się winna. Elsa miała rację. Mogłam jej powiedzieć a nie wzbudzać w niej nienawiść. - siedziała razem z Luisem na schodach czekając na wieści od białowłosej na temat poszukiwań Kristoffa.
- Wiesz. Też odczuwam winę po swojej stronie choć wiem, że nic złego nie zrobiłem. No ale było minęło. Ważne, że w tej sprawie nie jesteś sama i nie szukasz go na własną rękę. To by było niebezpieczne.
Anna pogrążyła się w myślach nie tylko ona tęskniła, Olaf również najbardziej za Sven'em. Uwielbiał się z nim bawić. Teraz prawie nie ma z kim . W pewnym momencie gdy rudowłosa myślała o swym narzeczonym a Luis patrzył gdzieś przed siebie Elsa wyszła z gabinetu razem z pięcioma dowódcami grup strażników. Anna wstała ze schodów i pobiegła w jej kierunku.
- I co? I co? - pytała podskakując w miejscu z dłońmi zaciśniętymi przy brodzie.
- Niestety. Nic nie znaleźli. Jutro zwiększą obszar poszukiwań. Przykro mi, muszę wracać do pracy. Do jutra
Elsa wróciła do pracy zostawiając Annę ze smutkiem i łzami w oczach. Luis podszedł ją pocieszyć.
- Spokojnie, spokojnie. Tylko mi tu nie płacz. Proszę.  Serce mi tym łamiesz. - przycisną ją do siebie
- Nie będę płakać. Spokojnie, nie chce Ci łamać serca. Wracaj do siebie. - odsunąła go od siebie i pobiegła w stronę swojej komnaty. Zamknęła trzaskając drzwiami za sobą z hukiem. Padła twarzą na poduszkę, upewniła się, czy nie złamała sobie nosa i zaczęła płakać. Trudno w to uwierzyć, że to wszystko stało się przez zazdrość Kristoffa.
Mijały dni, i miesiące ( no może nie aż tak tylko dni) .
Olaf pytał się gdzie oni są i kiedy wrócą. Nikt nie umiał odpowiedzieć. I tak już od trzech dni.
Kristoff i Sven byli w stanie kiedy uznają, że powrót to słuszna decyzja i Anna zrozumiała swój błąd i więcej nie odważy się go zdradzić. On nie znał prawdy, uciekł por wpływem impulsu, zareagował wybuchowo. Nie dał się uspokoić.
Trudno to wszystko wytłumaczyć dlaczego tak się stało, trudno wytłumaczyć osobie które nie wie o co w tym chodzi.

Noc jak noc. Dla niektórych spokojna a dla nie których nie. Anna zasnęła z rozmazanym od płaczu makijażem.
Elsa tylko zerkneła na nią czy wszystko z nią w porządku i czy w spokoju zasnęła.
- Udało się. - wyszeptała z uśmiechem zamykając lekko jak najbardziej potrafi drzwi od jej komnaty.

- Dobranoc Sven. - powiedział senny Kristoff
- Hee...- odparł renifer zasypiając


-----------------------------------
"Trochę krótszy" rozdział od tamtych ale to nic.
Bardzo proszę o komentarze na temat akcji, fabuły.
Będzie mi miło :)





środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 2

W odwiedziny

Słońce leniwie zaczęło wschodzić na niebo i witać mieszkańców nowym dniem. Ludzie zaczęli wychodzić do pracy, szli do swoich codziennych obowiązków. Elsa jako królowa musiała zerwać się z łóżka najwcześniej ze wszystkich. Robota papierkowa nie należała do jej ulubionych zajęć każdego dnia. Ale jak mus to mus.
Elsa spokojnym krokiem przemierzała korytarz gdy z zamyślenia wyrwał ją znajomy głos. - Witaj Elso. Dziękuję za wczoraj. - odwróciła się i za swoimi plecami zobaczyła białą postać którą był Olaf
- Ależ nie ma za co Olafie. To była dla mnie przyjemność.
- Na prawdę?
- Tak. Na prawdę. - dało zobaczyć na jej twarzy lekki uśmiech - Wybacz mi ale muszę iść do mych obowiązków. Zobaczymy się później.
- Dobrze. Do zobaczenia!  - uśmiechnął się, pomachał, odwrócił i pobiegł w stronę schodów które prowadziły do jadalni.

Tymczasem ospałym krokiem z pokoju wychodziła Anna. Jej włosy wyglądały jakby piorun walnął w miotłe.
- Aaaahhh...- ziewneła bardzo przy tym otwierając buzię i akurat w tym momencie obok przechodził Luis - kuzyn obu sióstr który akurat przyjechał w odwiedziny do swojej rodziny. Był wysoki, brunet ( fryzura jak na no na chłopaka) , miał piękne piwne oczy w których cały świat mógłby zniknąć kobiecie która straciła dla niego głowę, jest bardzo wysportowany, ma duże mięśnie. Był ubrany w elegancką białą koszulę i czarne spodnie oplecione fioletową wstążką. Na nogach miał lakierki.
- Ah...Aha - "zahihotał" - A więc to tak wygląda piękna Anna o poranku
- Yyy....Luis.. Wi...witaj. Ja nie wiem co mam powiedzieć. - zaczęła nerwowo drapać po głowie i błądzić gdzieś oczami bo w tej chwili było jek strasznie głupio
- Nic nie musisz mówić, naprawdę. Ja muszę iść, trzymaj się. - odszedł rozbawiony
- Matko... Kuzyn mnie zobaczył i to... Muszę jak najszybciej się ogarnąć, nie chce już żadnej wpadki do końca dnia. O nie! - wróciła się spowrotem do pokoju i wyszła z niego umalowana, wystrojona i wyperfumowana. - Już lepiej. Mogę iść. Witaj nowy dniu! Naaaadchodzeeee!!!!!! - podniosła rękę do góry z wyprostowanym palcem wskazującym i ruszyła przed siebie.

Anna spokojnym krokiem szła przez korytarz, rozmyslała nad niespodzianką dla Kristoffa z okazji rocznicy ich związku. To pierwsza rocznica więc prezent musi być wyjątkowy a to nie jest zbyt łatwe dla takiego mężczyzny jak Kristoff który zajmuje się wydobywaniem lodu. Oczywiście Sven też jest ważny nie wolno o nim zapominać. Najlepszy przyjaciel "blondyska".

***
-KRÓLOWO!!!  - zawołał strażnik stojący przed drzwiami do gabinetu. - Tak? Co się stało? - siedząc przy biurku odchyliła tylko i wyłącznie głowę. - Ktoś przyszedł?
- Przyszedł daleki kuzyn Luis.
- Luis! - poderwała się od razu na głos jego imię. - Wpuść go!
- Tak jest!  Proszę.
- Witaj Elso. - wchodząc rozłożył ręce by później móc na 5 minut zostać w serdecznym i ciepłym uścisku.
- Witaj Luis. Jak się miewasz? Kiedy tu przyjechałeś? - odezwała się od niego a ręce położyła mu w połowie rąk ( taaa...połowa rąk. Może być :D) - Miewam się dobrze. Przyjechałem tutaj mniej więcej 3 dni temu. Nie chciałem Cię martwić więc postanowiłem zrobić Ci niespodziankę.
- No to Ci się udało. Nie powiem - zaśmiała się.
- Wiem.  I oto mi chodziło. Widziałem Anne w dosyć nietypowej fryzurze. Powiem ,że rozbawiło mnie to. I to bardzo.
- Wieem. Ten widok jest zabawny.
- Widzę, że masz sporo pracy. Nie chcę Ci dalej przeszkadzać dlat...
- Nie przeszkadzasz mi. Naprawdę. Przyda mi się przerwa od tego.
- Wiesz, że praca i tak nie ucieknie.
- Wiem - lekko zawiedziona spuściła wzrok szybko jednak go podniosła.
- Dobrze. Na prawdę muszę iść. Idę dalej zwiedzać pałac.
- A no właśnie. Podoba Ci się tutaj?
- Tak. Jest przepięknie. - rozmarzył się trochę. Wbił swój wzrok w sufit by znów utopić swoje piwne oczy na jej niebieskich oczach.
- Cieszę się. Widziałeś już wszystkich?
- Tak. I uprzedze Cię Olafa też. Nawet fajny, zakręcony. - odszedł trochę w tył. Już miał dotknąć klamki - A! Miło mi, że mogę was zobaczyć.
- Mi też. - cały czas patrzyła na niego z uśmiechem
- No to do zobaczenia. - wychodząc pomachał jej na pożegnanie

***
- No dawaj Sven. Musimy zdążyć przed 16:00. - rzekł Kristoff wyciągając za pomocą szczypiec ostatni kawał lodu z obkutego lodem jeziora oddalonego ok. 35 km od królestwa.
- aaaggg - ee...zawył uradowany renifer.
- Jak ja Cię mordko kocham. I wiem, że ty mnie też.

***
Rudowłosa przechadzała się po ogrodzie. Na ogród prowadziła ścieżka wyłożona kostką brukową na środku stały dwie duże fontanny które były w koło otoczone kostką . Jedna po lewej stronie druga po prawej stronie ( tak stały fontanny) . Przy wysokim murze były posadzone różne kwiatki.
Przyjemnie było słuchać dźwięku wody pluskającymi z fontann.
Niepostrzeżenie na ogród wszedł Luis a za nim szła Elsa która wreszcie oderwała się od ciężkich robót papierkowych, ciągłego podpisywania dokumentów, analizowania ich i wiele wiele innych.
- Witaj Anno!  - krzykneli Luis i Elsa wyrywając ją z rozmyślania o... O wszystkim.
- Witajcie! Widzieliście Kristoffa? - obróciła się i podeszła do nich szybkim krokiem
- Kto? - spytał Luis
- Narzeczony Anny. - momentalnie wyjaśniła Elsa.
- Aha... No Anna choć się przytulić.
- Yyy... No dobrze

Akurat na ogród wszedł Kristoff. Kiedy zobaczył, że Anna obściskuje się z innym facetem poczuł złość, zazdrość i złudne poczucie tego, że Anna go zdradza. Nie wiedział, że ten człowiek jest kuzynem obu dziewczyn.
Elsa widząc wściekłego chłopaka próbowała go uspokoić lecz na darmo. Wyszedł z ogrodu tak szybko jak na nim się znalazł. Rudowłosa nie zdążyła go zobaczyć.
Anna i Luis skończyli się przytulać, a atmosfera była dziwnie napięta.
-Gdzie jest Kristoff? - zapytala zmartwionia Anna
- Ten twój narzeczony? - spytał Luis
- Tak
- On był tutaj ale...- zaczęła Elsa
- Ale co? - lekko zderwowana Anna zaczęła tupać nogą o kostkę
- Zobaczył, że się przytulasz z Luisem i...
- O nie... - w oczach Anny pojawiły się łzy
- Przepraszam ja... - zakłopotany Luis zaczął drapać się po głowie
- Nic się nie stało Luis. Ty nic nie zro...- ledwo dusiła łzy w gardle Anna a Elsa zaczęła ją pocieszać
- Nie zrobiłem? Głupio mi.
- Wszystko się wyjaśni i wróci do normy a teraz chodźmy do jadalni na kolacje - wskazała Elsa ręką wyjście z ogrodu i tam wszyscy zaczęli zmierzać.

***
- Widzisz Sven. Niby mnie kocha a tu?!  Tuli się z innym facetem i to przy Elsie. A ona nic!  Kompletnie! Jestem sam całkiem sam. Dobrze, że mam ciebie Sven.
Renifer położył się przy nim i zasnął.
Późny wieczór.
Luis poszedł spać w swojej komnacie, słychać było ostatni śmiech a później ziewnięcie Olafa, Elsa ułożyła ostatnie dokumenty w segregatory na wysoki regał i zamknęła gabinet na klucz. Następnie weszła do swojego pokoju obok i ułożyła się do snu.
Jedyną osobą która nie mogła zasnąć była Anna, nadal myślała nad tym co się zdarzyło w ogrodzie i czy wszystko wróci do normalnego stanu.

środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 1.

Przyjęcie dla przyjaciela

Anna wstała jak typowy ranny skowronek - pełna radości, optymizmu i nowych nadzieji. Pobiegła do okna i zauważyła jak Kristoff zmierza do swej pracy razem ze swoim reniferem- Sven'em. Stojąc przy oknie ciąż wspominała wczorajszy obiad, na chwilę zapomniała o wszelkich trapiących ją sprawach.
Odeszła od okna i prędko pobiegła do swej średniej wielkości brązowej szafy i ubrała się w  zieloną suknię, włosy zrobiła w piękny kok i wplątała kolorowe wstążki. Uradowana pobiegła w stronę komnaty Elsy, wpadła jak przed chwilą wystrzelona kula armatnia. Stanęła po środku pokoju rozejrzała się. Popatrzyła na łóżko, toaletke, dużą białą szafę i balkon oraz lustro. Spojrzała w dół, akurat stała na wielkiej śnieżynce która zastępywała dywan. Również pozwoliła sobie spojrzeć na ściany które były gładkie, odbijały niewyraźne odbicie,  wisiały na nich również zdjęcie jej i Elsy oraz ze cztery obrazy przedstawiające wyjątkowe krajobrazy .Wszystko było zrobione z materiału imitujący lód. Wyszła zawiedziona, wpadła na pomysł by pójść do jej gabinetu który został stworzony na jej rozkaz by przeprowadzać narady wojenne ( choć groźnych sąsiadów nie mieli ale przezorny zawsze ubezpieczony), sprawy polityczne i społeczne, gospodarcze, handlowe, usługowe oraz ekonomiczne. Dla Anny były to sprawy kompletnie nie zrozumiałe. Jak sama mówi " jeszcze do tego nie dorosła i zrozumie jak sama uzna , że jest to dla niej niezbędne ". Przed wejściem do gabinetu kulturalnie zapukała. Nie usłyszała odpowiedzi, powtórzyła pukanie ponownie była tylko i wyłącznie cisza. Postanowiła otworzyć drzwi nie zamierzała stać przed drzwiami cały dzień i noc. Zastała tylko biurko, krzesło kilka regałów z wieloma segretorami obrazami na ścianach i wielkie okno które było za krzesłem. Na wejście można było stanąć na wielki puszysty dywan o kolorze czystego jasnego nieba. Cofnąła się w kierunku wyjścia. Wpadła na pomysł aby zajrzeć do sali tronowej. Kiedy rudowłosa szukała Elsy było już kolo południa. Postanowiła przebiec przez długi korytarz na którego koniec znajdowały się wielkie drzwi koloru brązowego z białymi i złotymi zdobieniami. Klamki były koloru srebrnego. Anna gdy przebiegała przez połowę korytarza mijała Olafa którego za rękę prowadziła służąca do wielkiego tarasu opartego na wielkich czterech filarach. Dobiegła na miejsce.
- Co się stało księżniczko Anno? - spytał jeden ze strażników stojących przy drzwiach do sali.  Ubrani oni byli luźny strój który pozwalał im na swobodę ruchów. Hełm na głowie i wielka yyy...dzida?! Coś podobnego...
- Wiesz gdzie jest Elsa? Szukam jej cały dzień i nigdzie jej nie ma. - powiedziała lekko zasmucona
- Ona jest w sali balowej. Zajmuje się dekoracją na urodziny Pana Olafa.
- Dziękuję Ci bardzo!!!!! - wykrzykneła radośnie już do niej biegnę. Żegnaj.
- Żegnaj księżniczko.

***
- W życiu tak się nie zdyszałam. Biegnąc po 45 schodkach, można spalić sporo kalorii. Na szczęście już dobiegłam i pędem do Elsy.
- Postawcie to tu a to tu. Kwiaty mają być perfekcyjnie poukładane. Nie chce by coś wyszło nie tak.
- Elsa! Elsa! Tutaj!  Spójrz!! - krzyczała spod samych drzwi. Elsa słysząc czyjeś krzyki odwróciła się za siebie i zobaczyła Annę.
- Anna? Co się stało? - Podbiegła przerażona
- Nic ważnego. Po prostu martwię się o ciebie
- O mnie?! - zaśmiała się - Niby dlaczego? Przecież ze mną wszystko w porządku.
- Chodzi mi o... Wiesz co - spuściła głowę i przez moment popatrzyła się w podłogę by ponownie wbić swój wzrok w jej błękitne oczy
- Nie. Nie wiem o co chodzi
- Chodzi o twojego mę...
- Męża tak? O to Ci chodzi tak? Aniu tyle razy już tobie mówiłam żebyś tym się nie martwiła.
- Nie mogę ja... - gdy chciała coś powiedzieć zza jej pleców rozległ się krzyk wołając Elsę do siebie,  była to jedna ze służących która niosła dwa pokaźne wiklinowe kosze wypełnione kolorowymi i mieniącymi się wstążkami.
- Wybacz Aniu muszę iść.  Później dokonczymy rozmowę. 
- Dobrze

***
- Wszystko gotowe? - Zapytała Elsa patrząc w listę potrzebnych rzeczy do organizacji przyjęcia.
- Tak królowo.  - rzekła jedna z kucharek - Wszystko jest gotowe.
- A więc dobrze.  Około godziny 15:30 rozpoczniemy imprezę. Anno!
- Tak? - poderwała się na równe nogi z krzesła stojącego obok stołu z dekoracjami którym Anna bacznie się przyglądała - Co się stało?
- Nic się nie stało tylko masz zadanie specjalne.
- Jakie? - spojrzała z ekstytacją, trzymając kurczowo ręce i uśmiechając się od ucha do ucha
- Będziesz powstrzymywała Olafa przed wejściem tutaj. Dobrze?
- Tak i to nawet bardzo.
- Cieszę się. Hmm... Jest 14:00.  Niewiele czasu zostało. Dobrze czekamy! - Poszła w kierunku tronu który stał na samym końcu sali przed kolejnym wielkim oknem znajdującym się w tym zamku
- To ja już idę.- rzekła, zamykając drzwi za sobą

***
Wybiła godzina 15:00. Anna która była zagadywana przez Olafa różnymi historiami,  zaczęła odczuwać to, że czegoś jej brakuje a raczej kogoś. Przez drzwi od zamku wszedł na dziedziniec Kristoff który przed chwilą wrócił z pracy i odprowadził Sven'a do stajni.
- Żegnaj malutki, no ziegnaj - trzymał go obiema dłońmi za pyszczek i robił dziwne miny. Renifer odpowiedział mu tylko uśmiechem i wypiętym językiem którym go później polizał. 
- Kristoff? - krzyknęła Anna.
- Tak to ja! - wrzasnął aż lekko zadrżała podłoga.
- Czy on zawsze musi tak się drzeć?- spytał Olaf który próbował zatkać malutkie uszy
- Szczerze Olaf?
- Szczerze
- To nie wiem.
Wparował na balkon jak kula armatnia.
- Co wy tu tak siedzicie? Jest 15:29 - rzekł zadowolony
- KTÓRA?! - Annie wytrzeszczyly się oczy i zerwała się z pozycji kucającej na stojącą.
- 15:29 - odpowiedział Kristoff lekko zdekoncentrowany
- Olaf muszę Ciebie gdzieś zaprowadzić.
- Tak? A dokąd? - uśmiechnął się - Idziemy do kina?
- Haha - roześmiała się - Nie Olaf nie do kina. Na niespodziankę. Zamknij oczy proszę. Dobrze. Kristoff pilnuj go.
- Tak jest! - zasalutował i stanął na baczność, dzięki temu na twarzy Anny wywołał niemały uśmiech

***
- Daleko jeszcze? Męczy mnie to trzymanie zasłanianie oczu - widać a raczej słychać było, że był trochę zniecierpliwiony
- Nie. Właśnie dotarliśmy. - rudowłosa lekko uchyliła drzwi i nagle wszyscy znajdujący się w sali balowej jednym chórem krzykneli - NIESPODZIANKA!!!!!!
- Jej!!! - wrzasnął - To wszystko dla mnie? Dzię...Dzię...Dziękuję jestem taki wzruszony - otarł o dziwo łzy ściekające po jego policzkach
- Wszystkiego najlepszego Olafie! - powiedziała wstając z tronu i rozłożonymi rękami.
- ELSA!!!  - kiedy Olaf dobiegł do Elsy potknął się ze cztery, pięć razy. - Mogę Cię przytulić?
- Oczywiście, że tak. Chodź tu - Olaf jak to Olaf uwielbia przytulać wszystko i wszystkich dookoła. Pewnego dnia wyprzytulał całe Arendell. Z tej okazji został ustawiony dzień prztulasa...Tak z powodu Olafa. Poddani byli zachwyceni nowo ustanowionym świętem. Co roku w dniu 18 lipca w królestwie Arendell jest obchodzone święto przytulasa.
- Oooo... Jak słodko - powiedziała Anna. - Chwila! A gdzie jest tort?!
- Spokojnie kochanie - Kristoff położył dłoń na jej ramieniu - Zaraz powinien być. Dzisiaj po niego jechałem i zaniosłem do kuchni. Tak jak kazała twoja siostra.
- Uspokoiło mnie to. Dzięki - On wprost uwielbiał jak ona obdarowywała go swoim pięknym uśmiechem. Taki widok nigdy mu się nie znudził. Taki uśmiech był wart każdego najdroższego skarbu świata.
- Pora na tort!!  - krzyknęła Elsa co wybiło z zamyślenia Kristoffa.

***
Zabawa trwała w najlepsze. Wszyscy świetnie się bawili służba, poddani, Elsa,  Anna,  Kristoff i oczywiście jubilat - Olaf.
Było ok. 19:34 przyjęcie zmierzało ku końcowi. Poddani mówili, że królowa zadbała o każdy szczegół, zaprosiła każdego nie chciała by ktoś był pominięty.
Olaf dostał masę prezentów, życzeń oraz wielką a raczej gigantyczną masę radości.
- Dziękuję za przybycie panno Zani ( była to kobieta która była specjalistką od opraw muzycznych na wszelakich imprezach w królestwie)   był to ostatni gość do pożegnania. Białowłosa usiadła na tron potwornie zmęczona, służący zaczęli prace w ramach doprowadzenia sali do porządku. Olaf poszedł spać, Anna układała prezenty w pokoju Olafa z pomocą Kristoffa.
- I ostatni.. Uff.. Strasznie dużo tych prezentów. - usiadła ze zmęczenia na podłodze Anna
- Bo dużo gości było - zaczął donośnie się śmiać
- Kristoff! Przestań! Olaf śpi zaraz go obudzisz - posłała mu mordercze spojrzenie
- Dobra... Dobra. Już przestaje. Idę spać. Idziesz?
- Zaraz przyjdę. Pójdę jeszcze z Elsą pogadać - wstała i ruszyła w kierunku wyjścia a następnie do sali balowej.

/ 12 minut później /
- Elsa?
- Tak? Stało się coś? Jeśli nie to dobrze. To znaczy, że na przyjęciu było bezpiecznie.
- Tak. Było bezpiecznie. Można się było " odprężyć " - zahihotała
- Na pewno - zaśmiała się - Jeśli chcesz mnie spytać o to o czym ja myślę...
- No właśnie myślałaś nad tym?
- Nie.  I na razie nie chce. Proszę idź spać - ucieła szybko temat
- No dobrze. Dobranoc - zasmucona, odwróciła się i wyszła. Nie wiedziała, że tym tematem zaczyna powoli drażnić Else. Chce się o nią troszczyć ale wie, że co za dużo to nie zdrowo. Postanowiła więc więcej o tym nie wspominać.
- Ech... No dobrze. - wstała z tronu i zmierzała ku wyjściu. - Dobranoc wszystkim
- Dobranoc królowo! - odwazjemniali machnięcie ręką białowłosej.

***
- Na reszcie. Moje kochane łóżko. W końcu mogę odpocząć. - uradowana skoczyła na łóżko. Nawet się nie zorientowała i Elsa zasnęła w swojej turkusowej sukni pokazowej .

(w pokoju Anny)
- Dobranoc Kristoff - pocałowała śpiącego narzeczonego w policzek - Dobranoc Olaf i dobranoc... Elso - na wymienienie jej imienia na jej twarzy zagościł drobny uśmiech i lekko zamykając oczy zasnęła w swojej fioletowej koszuli nocnej z koronką przy dekolcie i na końcu koszuli.

Najbardziej tego dnia nie zapomni Olaf.
- Przyjęcie dla mnie - wymamrotał przez sen

wtorek, 9 sierpnia 2016

Prolog 


Arendell - królestwo w którym dzieje się cała akcja.
Obecnie panująca królowa ma na imię - Elsa. Ok.20-letnia dziewczyna która ma  śnieżno-białe włosy, niebieskie oczy, zgrabną figurę. Jest wysoka dlatego jej piękna niebieska suknia leży na niej wręcz wspaniale.

Ma siostrę Anne - rudowłosa dziewczyna która swoje włosy ma splecione w dwa warkocze które swobodnie leżą na jej obu ramionach. Jest dwa lata młodsza od swej starszej siostry.

Wracając do naszej królowej.  Panuje już dwa albo trzy lata.  Ludzie mieszkający w królestwie nie skarżą się na władczynie. Lecz ludzie mówią by królowa wyszła za mąż by królestwo miało następcę tronu. Anna która często idzie w tłum ludzi usłyszała tą pogłoske na straganie gdy kupowała potrzebne jej produkty by zrobić obiad dla niej, Elsy i Kristoffa - swojego narzeczonego oraz Olafa ale to wymagało by dla Olafa zrobić lodowate danie w tym pomoże jej jedna z kucharek ze służby i Elsa która doda od siebie trochę śniegu i mrozu.
Anna wracając już na dwór królewski,  zanurzona w rozmyślaniu o tym co usłyszała prawie by ni spostrzegła, że wpadnie czołowo z Kristoff'em
-Witaj Anno. Wszystko w porządku?
-Witaj. Tak wszystko w jak najlepszym porządku - powiedziała to spuszczając głowę w dół
- Kochanie nie mów mi nieprawdy. Przecież widzę że coś Cię trapi.  Powiedz mi bo sam zacznę się niepokoić - uniósł rękę i położył jej na prawym ramieniu, patrząc tak jak... Tak jak... Eee nieważne ( nie mogłam wymyśleć jak)
- Na straganie słyszałam jak ludzie mówią, że Elsa powinna znaleźć męża by Arendell miało królewskiego potomka.  Elsa sama mówiła, że jeszcze ma czas by znaleźć męża ale z czasem ludzie zaczną się niepokoić, że królowa nie znalazła teraz małżonka to nie znajdzie go później to królestwo nie będzie miało władcy na przyszłe lata.
- mówiąc to o mało się nie rozpłakała.
- Aha.- rzekł - Spokojnie Elsa jest mądrą królową i nie zostawi królestwa bez nowego króla lub królowej. Wszystko się ułoży.
- Na pewno?
-Co ty?!  Swojej siostrze nie ufasz?! - powiedział z niedowierzaniem - Jasne, że na pewno. A teraz się uśmiechnij i wracajmy spowrotem do królestwa. Pora obiadu się zbliża.
- Tak. Chodźmy

Kiedy oboje przekroczyli wrota, Anna poczuła się dziwnie jakby ten problem dotyczył i ją a wcale tak nie było.  Trudno jest się z tego oderwać,  trudno jest o tym nie myśleć ale jakoś trzeba przestać. No właśnie "jakoś" ... Można się czymś zająć czymkolwiek by to wybić z głowy. Albo policzyć 1,2,3,4,5,6,7... itd.

Anna i Kristoff przygotowując obiad razem z Olafem mieli tyle zabawy, że nawet się nie zorientowali kiedy do kuchni weszły Elsa i kucharka Mera która zaczęła tutaj pracować mniej więcej 2 miesiące temu.
- Ekm- zakaszlneła Elsa - Witajcie. Przyszłyśny wam pomóc ale jak widać swietnie się bawicie.
- Tak świetnie! - wykrzyknął Olaf podskakując na stoliku który stał przy długim ciemno brązowym stoke który był zdobiony ręcznymi kwiatami - różami.
-Olaf.  Jak tam chmurka ze śniegiem?
- Jak?  Wspaniale!
- No dobrze to robimy ten obiadek - mówiąc z uśmiechem,  ruszając do pomocy

***
Przy obiedzie było wiele rozmów,  tych wesołych, tych smutnych i wielu, wielu innych.
Zmywaniem naczyń zajęła się służba.
Olaf wrócił do zabawy z reniferem Kristoffa. Anna poszła posprzątać swoją komnate a Elsa zajęła się niezbyt lubianą przez władców robota przeanalizowania skarbca.
Else trapiła też sprawa z zamąż pójściem to postanowiła sobie zostawić na jutro.

Noc była przyjemna. Na niebie było wiele gwiazd które kryty w sobie sekrety które nikt nie znał.



Przepraszam, że bez zdjęć ale wstawię je innym razem. :)